
Ależ panie dyrektorze, przecież pan wie, że nieważne jak jest. Konflikt z rodzicami nie jest w pana interesie. Więc co panu szkodzi wymienić tego nauczyciela na innego? Dla tego nauczyciela też tak będzie lepiej.
I już minął 15 sierpnia, to znaczy, że szkoły już się budzą. Rozpoczyna się intensywne przygotowanie do nowego roku. Przez całe lata pracowałem w szkole, więc wiem, co mówię. Na szczęście miałem to szczęście, że pracowałem zawsze w tak zwanych dobrych szkołach. A przecież wszyscy wiedzą, że praca w takich szkołach to pryszcz.
Tam wszystko się robi samo, gdyż uczniowie się sami uczą, a nauczyciele przypisują sobie zasługi za ich pracę. Naprawdę ciężko pracują tylko nauczyciele w słabych szkołach. Bo tam muszą się naprawdę napracować, aby cokolwiek wydobyć ze swoich uczniów. Natomiast nauczyciele ze szkół renomowanych nic nie muszą robić.
To jest bardzo logiczny sposób myślenia. Prowadzi też w prosty sposób do odbudowania prestiżu naszego zawodu. W ten oto sposób można łatwo oddzielić nauczycieli ciężko pracujących od nierobów. Byłby to znaczący krok naprzód, gdyż obecnie społeczeństwo uważa, że wszyscy nauczyciele w ogóle nic nie robią. Pracują tylko 18 godzin tygodniowo i mają dwa miesiące wakacji.
Na szczęście we wrześniu kończy się ten okres nieróbstwa. Początek roku to czas, gdy rodzice stają się bardzo aktywni. Później ich zapał opada i czasami trudno ich nakłonić do spotkania z nauczycielami, ale we wrześniu, po wakacjach, mają dużo energii. Od czerwca narastał w nich bowiem gniew, gdyż wtedy nagle się dowiedzieli od swoich dzieci, że przez cały rok nauczyciel nic nie robił, a teraz pod koniec roku zamierza wszystkim wystawić słabe oceny. Wcześniej tego nie wiedzieli. Ale co właściwie robi taki nauczyciel, aby jego uczniowie mieli lepsze oceny?
No więc pod koniec roku szkolnego rozpala się ogień. Jest walka. Są skargi. Tu wcale nie chodzi o wymuszanie ocen. Bo rodzicom przecież nigdy nie chodzi o oceny, ale o całokształt pracy szkoły. Po chwili jednak konflikt się wycisza, bo wakacje nie są dobrym czasem na awantury. Rodzice przez całe lato pielęgnują jednak w sobie gniew i we wrześniu wracają z zamiarem zrobienia w szkole porządków.
Zwłaszcza w tych tak zwanych dobrych szkołach. Im szkoła ma większą renomę, tym większe pragnienie rodziców, aby ją ulepszyć. Łatwiej jest bowiem dobre zmienić w lepsze niż złe w dobre.
Tak więc rodzice we wrześniu czują w sobie moc. Także ci z klas pierwszych, którzy nic jeszcze o szkole nie wiedzą, ale już wszystko wiedzą. Bo stworzyli sobie grupę na Facebooku i tam się dowiedzieli wszystkiego. Dlatego już podczas pierwszego spotkania masowo przychodzą z pretensjami i żądaniami.
Przede wszystkim z żądaniem wymiany złego nauczyciela na dobrego. Skąd wiedzą, że on jest zły? Bo wszyscy tak mówią! I mają na to dowody. Pokazują zeszyty swoich dzieci, gdzie są dowody, że nauczyciel popełnia błędy merytoryczne. W zeszycie jest napisane, że powierzchnię lotną skrzydeł gołębia tworzą sterówki. To dowód. Gdy mój syn to usłyszał, natychmiast zapisał, że pani profesor to powiedziała. I teraz rodzic może pokazać, że jego syn to zapisał. Czy pan dyrektor zarzuca mojemu synowi, że kłamie?
A ponadto wszyscy wiemy, że pani profesor przedtem uczyła w dużo słabszym liceum. Wszyscy rodzice są oburzeni. Bo jak pan dyrektor mógł tak potraktować nasze dzieci, że będzie je uczył nauczyciel z byle jakiej szkoły? A równoległą klasę A będzie uczył najlepszy nauczyciel z naszej szkoły. Czy nasze dzieci są gorsze? I w ten sposób zbliżamy się do ostrza brzytwy, bo to już jest dyskryminacja.
Proszę państwa, my nie mamy hodowli nauczycieli. Nasi nauczyciele zawsze przychodzą do nas z innych szkół, które uchodzą za słabsze. To jest taka nieoficjalna droga awansu. Rodziców jednak ta argumentacja nie przekonuje, gdyż oni wiedzą lepiej. Mało tego, w przedziwny sposób te słowa odbierają jako arogancję. Więc jeżeli ja ich obrażam, to oni mają prawo złożyć na mnie skargę.
No więc później jest telefon z urzędu. Byli tam rodzice bardzo wzburzeni i rozgoryczeni. Panie dyrektorze, zaraz we wrześniu wchodzi pan w konflikt z rodzicami? Tak nie można. Bo to są rodzice. Każda władza w Polsce uważa, że najlepsze, co można zrobić dla oświaty, to oddać władzę nad szkołami rodzicom. To oczywiste, bo rodzice są idealni. Jak z tej bajki o rodzicach. Tylko ja jeden miałem pecha i poznałem także innych rodziców.
Ależ panie dyrektorze, przecież pan wie, że nieważne jak jest. Konflikt z rodzicami nie jest w pana interesie. Więc co panu szkodzi wymienić tego nauczyciela na innego? Dla tego nauczyciela też tak będzie lepiej.
Niestety, wysoki urzędzie, to tak nie działa. Po pierwsze, jeżeli ja wymienię nauczyciela po awanturze z rodzicami, w dobie internetu już nigdy nikt tego z niego nie zdejmie. W mediach społecznościowych będzie żyła legenda, że nawet dyrektor wie, jak słabego ma nauczyciela, i dlatego przydziela go do nauczania najsłabszych klas w szkole. I teraz po drugie, gdy się o tym dowiedzą rodzice uczniów z klasy A, że pod naciskiem rodziców z klasy B pan dyrektor zamienił im dobrego nauczyciela na słabego – dopiero wtedy rozpocznie się prawdziwa awantura. Dla tego nauczyciela nie będzie już miejsca w tej szkole, a właściwie także w żadnej innej. Bo internet mu nigdy tego nie zapomni.
Więc zapraszam nauczycieli ze słabszych szkół do szkół najlepszych. Tu nic nie będziecie musieli robić. Praca jest super. Uczniowie uczą się sami i osiągają najwyższe wyniki. Nauczyciele zbierają tylko zaszczyty. Rodzice z najwyższej półki. Sami lekarze, prawnicy i dziennikarze. Najwyższy poziom kultury osobistej.
Na co czekacie?